
IWTC trwało dwa dni (19,20.12.09) a miejscem wydarzenia stał się skromny lokal w samym centrum Warszawy, przy ulicy Chmielnej 20 (wkrótce będzie to bardzo ciekawy adres, więc radzimy go zapamiętać ).
Idea, która nam przyświecała była prosta: własnymi siłami zrobić niewielki event z niepowtarzalnym klimatem, a przede wszystkim podzielić się wszystkim tym co nas w butach i butowym ‘biznesie’ ekscytuje.
Krok pierwszy:
Zaczęliśmy od tyłu. W mieszkaniu, które stanowi naszą ‘bazę główną’ zgromadziliśmy ponad dwieście par butów. Pachwin twierdzi, że po trzech tygodniach potykania się o cudze sneakersy bardzo się z nimi zżył. Nic w tym dziwnego, skoro jedynym miejscem gdzie nie stały buty była sypialnia. Nawet w łazience było ich sporo. Naszą zajawkę wyrażamy poprzez chodzenie w nawet najcenniejszych butach, więc stanowczą część ze zbiorów trzeba było solidnie wyczyścić. Zajęło nam to jedyne cztery dni pracy, ale efekty były olśniewające. Pozostało tylko skatalogować wszystkie pary i pstryknąć każdej zdjęcie (tutaj wielkie podziękowania dla Bramy za wykonanie pięciuset zdjęć!)
Krok drugi:
Plakat! Kondzior, Ty się chyba znasz na ‘fotoszopie’, nie?

Krok trzeci:
Jak wyeksponować buty, żeby prezentowały się godnie, nikt ich nie zniszczył i za bardzo się przy tym nie wykosztować. To było pytanie miesiąca. Wszak sponsorów jako takich nie mieliśmy a wystawa stanowiła główny punkt programu. Po stworzeniu ‘paru szkiców technicznych’, kilku telefonach i wizycie w najtańszym markecie dla majstrów budowlanych przystąpiliśmy do budowy ekspozycji.
Sama operacja zajęła nam cztery dni. Ekipa była zaangażowana od początku i pierwszego dnia dostaliśmy solidną burę od sąsiada z góry za ‘n*********nie’ młotkiem w ścianę o trzeciej w nocy. Chcielibyśmy przeprosić. Nie wiedzieliśmy, że było już po ‘dzienniku’. Dzięki zgraniu całego zespołu monterskiego skończona ekspozycja wyglądała zupełnie nieźle. Tutaj duże podziękowania należą się znajomym, którzy pomogli nam przy kilku kluczowych rozwiązaniach (Eljot i Bocian, dzięki!).
Krok czwarty:
Skoro ma być jak na domówce… potrzeba nam alkoholu i muzyki! (znowu piątka dla Bramy i dla Tomka za użyczenie sprzętu)
Krok piąty:
Operacja ustawienia butów w ‘gablotkach’.
Ponieważ rodzina S&M jest dosyć obszerna, w tym temacie było sporo różnych koncepcji , momentami skrajnie od siebie odmiennych. Jako, że w rodzinie zawsze dochodzi się do ładu, choć nie zawsze drogą demokracji, udało nam się tą sprawę załatwić w jeden wieczór. Nieźle.
Sneakersy pogrupowane zostały wg marek a w ich obrębie ustawione chronologicznie. Pomysł się sprawdził. Sposób ustawienia butów dawał pełen obraz na historię oraz rozwój linii danej firmy.
Otwarcie:
Po tygodniu spędzonym na planowaniu, wierceniu, wkręcaniu, cięciu i żywieniu się kebabami , zerwaliśmy z okien papier. Wdzierające się przez obszerne witryny słońce pozwoliło w pełni ocenić efekt naszych starań. Było nieźle: buty były schludnie usytuowane na ścianach, gramofony na miejscu a piwka schłodzone. Pozostało umyć podłogę, przetrzeć gdzie niegdzie kurz i czekać.
Liczyliśmy, że pierwszymi gośćmi będą przypadkowi przechodnie z ulicy. Od samego początku jednak nasze progi przekraczali ludzie w dobrych butach, wyraźnie zainteresowani tematyką ‘kolekcjonerskiego obuwia sportowego’ Miłym zaskoczeniem była liczba sneakermaniaków spoza Warszawy oraz tych skupionych wokół innych internetowych for i portali!



Fantastycznym doświadczeniem była obserwacja ludzi stojących przy gablotach, dyskutujących na temat ich zawartości! Satysfakcją była też możliwość podzielenia się swoją wiedzą na temat zbiorów z mniej doświadczonymi fanami sneakersów .
IWTC udało się dzięki temu, że stworzyliście świetną atmosferę. Klimat domówki sprzyjał integracji, a jak się okazało wiele osób znało się także z innych okoliczności. W ciągu dziewięciu godzin każdy miał możliwość konstruktywnego pogadania przy piwku i muzyce (trzecia piątka dla DJ'a Bramy!). Rozmawiano nie tylko o butach, ale dominowały głównie tematy o otoczce im towarzyszącej i naszej małej krajowej scenie. Padło wiele ciekawych stwierdzeń a wiele rozmów i uwag mamy cały czas w pamięci.


Dopiero późnym wieczorem na sali zrobiło się luźno a cała impreza płynnie przeszła w lekki czilałt, który trwał aż do późnych godzin nocnych.

Drugi dzień wystawy pokazał jak mocno wszyscy imprezowali w sobotę. Niedziela była leniwa, jak to zresztą być powinno. Pierwszymi osobami, które wpadły na ‘śniadanie’ były znajome twarze z dnia poprzedniego. Pojawiło się też parę osób zachęconych pozytywnymi komentarzami zamieszczonymi w Internecie po sobocie. Przez cały dzień senna, lekko rozmyta atmosfera mile tuliła i porywała w rejs a raczej spokojne dryfowanie po świecie sneakersów.
Mamy świadomość, że wszystko można było przygotować z większą pompą. Pozyskać sponsorów, zamontować sobie migające diody nad butami, wyświetlać obraz z czterech projektorów, wydać dwa albumy ze zdjęciami, przewodnik na kredowym papierze, zaprosić sławnych artystów i tych pseudo także i zrobić sobie reklamę nawet w Teleexpresie, ale nie o to chodziło. Łatwo się w tym wszystkim pogubić i obrać zły kierunek. Wspólnie udało nam się w dyskretny sposób uchwycić meritum naszej zajawki za co ogromnie Wam dziękujemy!
Obiecujemy, że będziemy działać więcej. Grudzień otworzył nasze umysły na nowe pomysły. Giełda Suede&Mesh na Yardsale oraz I WOULD COP THESE pokazało, że warto kontynuować proces integracji, który zaczął się dawno na legendarnym już ‘All About Sneakers’ w Toruniu.
Tak więc, do następnego!
Na dole czeka na Was jeszcze jedna atrakcja!
Fubu, KZR, Szym, dzięki wielkie za foty!!!
































































Pod likiem na dole możecie obejrzeć miażdżącą większość eksponatów z wystawy. Jest to jednocześnie zaczątek nowego, dużego projektu. W przyszłości chcemy uruchomić 'BAZĘ DANYCH' Suede&Mesh a galeria, którą możecie oglądać już teraz stanowi jej podstawę. Czekajcie na rozwój sytuacji!








Następnym razem obecność obowiązkowa.
a to co chciałbym skomentować to
"Pozyskać sponsorów, zamontować sobie migające diody nad butami, wyświetlać obraz z czterech projektorów, wydać dwa albumy ze zdjęciami, przewodnik na kredowym papierze, zaprosić sławnych artystów i tych pseudo także i zrobić sobie reklamę nawet w Teleexpresie,"
żeby Wam nie przyszły to nigdy do głowy heh , bo jednym z większych plusów moim zdaniem,co oceniam tylko po fotach i relacji,bo nie było mnie tam , to właśnie ten domówkowo-czilałtowy klimat i ludzie którzy wiedzieli po co tam są i co chcą zobaczyć,
oby tak dalej i powodzenia :)
Najlepsze w najgorszym jest to, że można było śmiało jeszcze około stówki z naszych zbiorów dokoptować, ale trochę miejsca nie styknęło :)
Na szczęście to dopiero pierwszy taki event. Następnym razem będzie lepiej. :)
a Fubu jest mistrzem ;)